Miał być tygrys... a wyszło...?

Tak jak w poprzednim poście pisałam w planach na kolejny obrazek był kolorowy tygrys. Z planami jednak tak to jest, że zwykle nie udaje się ich zrealizować. Tygrys póki co czeka dalej na swą kolej (kiedyś do niego wrócę), a póki co były święta i prezentowa realizacja. Obrazek był niewielki, więc poszło ekspresowo, gdyby nie praca, to zajął by mi 3-4 dni. Poniżej przedstawię efekty:

Zaczęło się tak: kanwa Aida tajlur 18ct w kolorze kremowym i pakiecik nici od Ariadny.


Pierwszy wieczór zaowocował już niemałymi efektami:


A potem już przybywało w miarę systematycznie:




I finalnie na początku grudnia pracę ukończyłam:


I efekt końcowy, obrazek wyprany, wyprasowany i oprawiony. Całość jest niewielka, nie pamiętam dokładnie wymiarów, ale ok 13 x 18 cm. W wigilię powędrował do Cioci.


W międzyczasie oczekiwałam na przypływ gotówki, udało mi się skończyć kluczyk wiolinowy, który pokazywałam w poprzednich postach, będzie z niego śliczna zakładka:


Zainspirowana galeriami z biscornu stworzyłam z resztek kanwy takie maleństwo:



Po świętach rozpoczęłam kolejny nieco większy obrazek, który prawie już jest skończony, niedługo zaprezentuję go na blogu.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kolejna odsłona pejzażu i kilka zwierzaków amigurumi

Giganta część trzecia + przerywnik

Szósta część pejzażu i eko-torby