O tym co mnie pochłonęło na dwa miesiące...

Od dwóch miesięcy na blogu cicho i pusto, a wina leży po stronie nowej pasji, która pochłonęła mnie całkowicie. Chodzi mianowicie o haft krzyżykowy, do którego od dawna się przymierzałam, tylko nie bardzo wiedziałam od czego zacząć ;)
Tak więc od dwóch miesięcy codziennie i konsekwentnie wyszywam moje krzyżyki. Zaczęłam od niewielkich jedno lub dwukolorowych wzorków, z których planuję zrobić zakładki.

Do wykończenia ich brakuje mi jeszcze kilku rzeczy, jak już będą gotowe, pochwalę się nimi w nowym poście.


Po spróbowaniu swoich sił w mikrohafcikach, poszłam dalej i wyszyłam obrazek w formacie A4.

Tak wyglądały początki zabawy, obrazek powstawał dość szybko. Całość zajęła mi około 1,5 miesiąca, ale w tym czasie zdarzały się momenty, że przez tydzień nie wzięłam igły do ręki.




Obrazek zawiera masę błędów i niedociągnięć, ale był to dla mnie świetny trening, nauczyłam się stawiać równiutkie krzyżyki (choć czasem się jeszcze zdarzy koślawiec), zaczynać i zakańczać nitkę. Każdy następny będzie coraz ładniejszy :)





Tak obrazek wyglądał zaraz po wyhaftowaniu, jeszcze nie wyprany i nie wyprasowany. 


A tak wygląda efekt końcowy. Całość wyprałam, wyprasowałam i oprawiłam. Trochę się z tym namęczyłam, ale dzięki poradom z blogów hafciarek udało mi się wyeliminować zmarszczki i nadać obrazkowi odpowiedni kształt.








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kolejna odsłona pejzażu i kilka zwierzaków amigurumi

Szósta część pejzażu i eko-torby

Giganta część trzecia + przerywnik